Watching the World: Bratislava

Podróż do Bratysławy – właściwie dlaczego?

Bratysława żyje wolniej. To moja pierwsza myśl, kiedy wspominam tegoroczną podróż do stolicy Słowacji. Być może inaczej bym to odczuwała gdybym tam wylądowała w lipcu czy w sierpniu, ale wiosenna pora przysporzyła temu miastu zdecydowanie więcej uroku, takiego swoistego przeniesienia się w nieco inną rzeczywistość, choć nadal europejską i to europejską bardziej wschodnio niż zachodnio.

Socjalizm, przetrwały symbolizm i kilka refleksji

Szykując się do podróży, razem z M. myśleliśmy, że zobaczymy taką powiedzmy mniejszą Pragę. I nawet w pewnym stopniu to przekonanie się sprawdziło. Jednak w Bratysławie istnieje coś bardziej pierwotnego, mniej dopracowanego jak to się dzieje w przypadku Pragi. Znacznie bardziej czuje się wschodniość tego miasta (mentalnie rzecz jasna, nie geograficznie).

Podróż do Bratysławy

W moim przekonaniu z tą wschodniością wiąże się pewien chłód miasta, zmieszanie topornej architektury socjalistycznej ze średniowieczną częścią starego miasta, socjalistyczne „spożywczaki” i dająca się przy tym wyczuć przynajmniej trochę mentalność Słowaków, którzy zapewne chętnie pretendują do bycia zachodnim społeczeństwem.

Jednak Bratysława to przede wszystkim miejsce kameralne. Idąc wszystkimi ścieżkami, zawsze w końcu trafia się do celu i po tym wszystkim okazuje się, że przecież już się tutaj przechodziło. Nawet po kilkugodzinnym spacerze dochodzi się w końcu do wieży widocznej niemalże z każdego punktu miasta, która – jak się okazuje – stanowi pomnik żołnierzy radzieckich poległych w walce z nazistami. Wieża przytłacza monumentalizmem, no ale, dla kogoż innego można było postawić taki pomnik, jak nie dla Armii Czerwonej, się pytam? Żołnierz depczący ogromną swastykę to jednak nie jest pomnik małej dziewczynki z gołębiami, której brak jakiegokolwiek symbolicznego znaczenia. Nawet jeżeli to znaczenie jest na wyrost.

Jedziesz do Bratysławy – to sam jesteś po trosze hipsterem

Żeby wniknąć w określone społeczeństwo trzeba na pewno spędzić w nim o wiele więcej czasu. Ale ludzie w Bratysławie żyją wolniej. Może to tylko złudzenie i tak naprawdę są skrupulatnie pochowani w domach wraz ze swoimi problemami, a ci, których można zauważyć, to tak naprawdę niewielka grupa odważnych. Chcę jednak wierzyć w to pierwsze. W Bratysławie można trochę zatrzymać czas i przy tym odetchnąć od zbyt dużej ilości reklamowych i architektonicznych bodźców, które dominują w miastach Europy Zachodniej. Nie znaleźliśmy ogromnej ilości kolorowych restauracji, billboardów czy przeszklonych budynków, które nierzadko pozbawione są jakiegokolwiek wyrazu. Spacer nad Dunajem kojarzy się raczej z wędrówką do dalekich zimnych nieznanych i betonowych przestrzeni, zwłaszcza że po drugiej stronie rzeki widoczne są już tylko i wyłącznie blokowiska, i to takie – spoglądając z daleka – z wielkiej płyty.

Wrażenie zmienia się całkowicie, kiedy wchodzi się w starą część miasta. Wówczas dostrzec można rzeźby na kamienicach, zdobione balkony, a wśród nich kameralne kawiarnie i knajpy – jedne tradycyjne, drugie – idące w stronę raczej hipsterskich miejsc. Taka zresztą jest Bratysława. Jedziesz do Bratysławy – to sam jesteś po trosze hipsterem. Przed naszą podróżą padały stwierdzenia: „Kto jeździ do Bratysławy?!”. My pojechaliśmy i z dużą satysfakcją obserwowaliśmy miejsca, ludzi i swoisty spokój jaki panuje w stolicy Słowacji. Zainspirowani prozą Andrzeja Stasiuka może jeszcze wtedy nie doświadczyliśmy podróży samochodem wydzielającym spaliny i słowackich miasteczek, zapomnianych z lekka przez cywilizację, ale odjeżdżając byliśmy mimo wszystko chętni na więcej.

W Bratysławie jest trochę „jak u nas”, ale inaczej. Inne doświadczenie estetyczne i mentalne. Poczucie, że kilka dni wystarczyło na zobaczenie wszystkiego, co ciekawe, jest z pewnością trochę mylne. Dlatego nie wykluczone jest, że kiedyś wrócimy do Bratysławy i zobaczymy co się zmieniło, a co jest nieustannie takie samo i być może zawsze będzie.

Zdjęcia: Monkyponk

Dodaj komentarz