Watching the world: Praskie lato

Zamiast praskiej wiosny, było praskie lato. Praga jest miejscem dziwnie przyciągającym. Właściwie nie do końca potrafię znaleźć jednego konkretnego wyjaśnienia dlaczego tak się dzieje. Poczucie wolności, lekkości i brak przekonania o ciężkości codziennego życia. Tak. To prawdopodobnie jest to, co doskwiera mi na co dzień i kiedy już miałam możliwość dwukrotnej podróży do Pragi, to wówczas te kwestie odchodziły na drugi, a może nawet trzeci, plan.

fot. Monkyponk

Odnoszę wrażenie, że bardzo często oceniamy się podług dość płytkich i powierzchownych przekonań. Jadąc rano autobusem, patrzymy na znudzone, zmęczone twarze współtowarzyszy porannych podróży do pracy, szkoły czy innych tajemniczych miejsc. To nie jest tak, że w Pradze ludzie nie mają rozterek, problemów mniej lub bardziej pragmatycznych, ale bardzo szybko można się przekonać, że  w wielu przypadkach te problemy nie rzutują tak jaskrawo na obcowanie z innymi. Tolerancja jest domeną Czechów. Oczywiście Czechy są krajem w znacznej części ateistycznym, a to w dużym stopniu wpływa na mentalność społeczeństwa. Ale mniejsza, w tę dyskusję nie wchodzę. Chodzi raczej o fakt, że tę tolerancję, która z pewnością bierze się z różnych pobudek czy poglądów, czuć po prostu w powietrzu. To jakaś niematerialna jakość, której nie da się opisać w całkowicie konstruktywny sposób.

fot. Monkyponk

Pewnego dnia, podczas ubiegłorocznego pobytu w Pradze, natrafiłam wraz ze swoją towarzyszką podróży na paradę równości. Już w metrze łatwo mogłyśmy dostrzec, kto wybiera się na paradę. Do tej pory mam obraz ogromnego charta, który również miał być uczestnikiem wydarzenia. Rozejrzałam się po twarzach reszty pasażerów. Krótki rekonesans wystarczył, żeby zobaczyć, że nikt nie przejawiał jakiejkolwiek agresji czy zażenowania. Zbyt proste, żeby było prawdziwe? Odpowiedź zostawiam dla Was, drodzy Czytelnicy.

fot. Vagamundus

Czymże jednak byłaby Praga, gdyby nie Lennon, knedliki i architektura?

Chyba niczym. Ale, jest Lennon, są knedliki i stara część miasta między Hradczanami, Wełtawą i paroma innymi miejscami. Różnorodność, świt kontrkultury, trochę eklektyzmu i gdyby wykluczyć tłumy przechodzące przez Most Karola, byłoby doskonale. Stojąc na praskiej uliczce, masz poczucie, że wszystko jest spójne. Współczesność, żydowska historia i średniowieczne budynki pozwalają na wyczucie najbardziej pierwotnego klimatu miasta. A jak już znajdziecie właściwą knajpę, z właściwymi knedlikami przygotowanymi na ciemnym piwie, żadna obca myśl nie będzie zaprzątała Wam głowy. Uwierzcie na słowo, jeśli tego jeszcze nie doświadczyliście. Pośród tego, możecie jeszcze trafić do Gallery of Art Prague.

fot. Vagamundus

I to będzie ostatni poziom fascynacji, no, może przedostatni. Warhol, Mucha, Dali. Tyle powiem, zobaczcie sami. Pewnie chcielibyście jeszcze wiedzieć o co chodzi z tym Lennonem. Cóż, nic innego jak ściana zapełniona różnymi napisami. Jedna ściana, a w pewnym okresie była zagwozdką dla komunistów, gdyż pisząc na niej różnego rodzaju teksty, inspirowani muzyką, w tym przede wszystkim postacią Lennona, młodzi Czesi buntowali się przeciwko oficjalnej kulturze. Obecnie to miejsce turystycznie komercyjne. Wielu turystów nie zna kontekstu związanego z historią ściany i z pobożną nieświadomością wielu z nich robi kolejne zdjęcia pod ścianą, bo uatrakcyjnią profil na instagramie. Podróże kształcą, ale nie wszystkich.

Ostatnim poziomem będą Letenske sady, czyli ogromny park, w którym spotkacie cyklistów, biegaczy, kobiety uprawiające tai chi i z lekkim powiewem stereotypowo pojmowanego hipsterstwa knajpy na tak zwanym świeżym powietrzu. I jak już znajdziecie się w tym miejscu, to naprawdę nie będziecie chcieli wyjeżdżać z Pragi.

Praski mainstream jest warty zobaczenia, bo praski mainstream ma swoją klasę, urok i piękno. Jednak poza tym miejsca, w których da się odczuć, że tak powiem, „pozaturystyczne” życie miasta, są równie godne. Nie zapominajcie o nich. Praga jest tego warta.

Zdjęcie wpisu: Monkyponk

Dodaj komentarz